Rozmowa ze starszym krakowskiego Bractwa Kurkowego Henrykiem Kuśnierzem, królem kurkowym A.D. 2002

– Należy Pan do grona osób, które mogą poszczycić się długoletnią działalnością w Bractwie Kurkowym. Jak doszło do tego, że został Pan członkiem tej organizacji?

– Moje zainteresowanie bractwem sięga prezesury w krakowskiej Izbie Rzemieślniczej, czyli wczesnych lat 80. XX wieku. W owym czasie rzemieślnikami było wielu braci. Pamiętajmy, że nie funkcjonowała wówczas ani krakowska Kongregacja Kupiecka, ani Izba Przemysłowo-Handlowa. Bractwo ze swoją bardzo bogatą tradycją było dla wielu jedną z nielicznych możliwych do zaakceptowania organizacji. Do działalności w ramach bractwa zachęcił mnie brat kurkowy Józef Turbasa, wybitny krakowski krawiec, były żołnierz krakowskiego podziemia niepodległościowego i późniejszy król kurkowy.

– Wiem, że zainteresowanie Bractwem Kurkowym wynika również z Pana pasji historycznych. Ostatnie lata działalności tej organizacji związane były m.in. z upamiętnieniem w parku Strzeleckim dokonań wielu wybitnych braci kurkowych…

– Bractwo ma historię, której oficjalnie początki sięgają lokacji Krakowa. W roku 2007 obchodziliśmy hucznie jubileusz 750-lecia. W rzeczywistości historia bractwa jest zapewne o wiele dłuższa. Po najeździe tatarskim Kraków został okolony murami obronnymi. Aby obwarowania mogły spełniać właściwą sobie funkcję, miasto musiało być chronione przez ludzi dobrze władających bronią. W tym celu powołana została konfraternia strzelecka, której celem było doskonalenie mieszczan we władaniu bronią. Strzelano do drewnianego kura. Zwycięzca takich zawodów otrzymywał dumne miano króla kurkowego

– Królem kurkowym mógł zostać zatem najlepszy strzelec…

– Wbrew pozorom decydował o tym pewien stopień przypadkowości. Z chwilą pojawienia się broni palnej strzelano do ostatniej drzazgi kura, co dawało szansę strzelcom różnej próby. Wysoki autorytet królów kurkowych wynikał z przywilejów nadawanych im przez władców Rzeczypospolitej. W zbiorach naszego muzeum znajduje się dokument podpisany przez króla Zygmunta Augusta, który uwalniał królów kurkowych od myta i podatków. Przywilej ten, potwierdzony przez kolejnych władców Polski, funkcjonował w kolejnych stuleciach. Bardzo krótko także w III Rzeczypospolitej, lecz został uchylony w roku 2002 przez premiera Leszka Balcerowicza.

Współcześnie jednak nie służył on budowaniu majętności króla kurkowego. Kwota niepobranego podatku zasilała bowiem kasę bracką. Wspomniał Pan wcześniej o parku Strzeleckim. Zanim miejsce to stało się oficjalną siedzibą Bractwa Kurkowego musiały upłynąć wieki. Wcześniej bracia ćwiczyli umiejętności strzelnicze w rejonie baszty Mikołajskiej. Po straszliwym pożarze, który dotknął miasto, otrzymali oni nową siedzibę na Łobzowie. Działalność stowarzyszenia przerwały zabory. Idee, które mu przyświecały, były jednak kultywowane. W roku 1837 bracia kurkowi, wśród nich między innymi brat Józef Louis, zdobyli się na wysiłek wykupienia terenów na tzw. Wesołej. Po częściowym rozparcelowaniu nieruchomości powstało wyjątkowe założenie ogrodowe, strzelnica oraz budynki siedziby.

– Od początku swojej obecności w tym rejonie bracia przykładali duże znaczenie do upamiętnienia osób szczególnych…

– Na terenie parku Strzeleckiego postawione zostały m.in. pomniki Zygmunta Augusta oraz Jana III Sobieskiego. Do dokonań tych bractwo dopisuje się współcześnie. W ostatnich latach upamiętniliśmy w tym miejscu postać Ojca Świętego Jana Pawła II, potem Ignacego Paderewskiego, wielkiego polskiego patrioty, wybitnego pianisty, byłego premiera, męża stanu, który był jednym z architektów polskiej niepodległości. Nie zapomnieliśmy też o Józefie Piłsudskim, który w Krakowie przez dekady nie mógł doczekać się pomnika. Chciałbym także wspomnieć o dwóch ważnych monumentach, które zostały przez nas ufundowane i odsłonięte w Rzymie – pomniki papieża Jana Pawła II, brata honorowego naszej organizacji, i Henryka Sienkiewicza, wspaniałego polskiego pisarza.

– Objął Pan funkcję starszego bractwa podczas walnego zgromadzenia, które odbyło się w kwietniu br. Czy planuje Pan zmiany w działalności tej organizacji?

– Mamy za sobą tradycję, która wymaga troskliwej kontynuacji. Bractwo znane jest m.in. z aktywnego udziału w uroczystościach patriotycznych, a także licznych fundacji. Zgodnie z naszym statutem członkiem organizacji może być osoba wychowana w religii katolickiej. Wielu z nas jest jednocześnie członkami zakonu rycerskiego św. Sebastiana, którego wielkim mistrzem jest obecnie arcyksiążę Karol Habsburg, następca Ottona III, jednego z architektów zjednoczonej Europy.

Formalnie do uzyskania członkostwa w naszej organizacji potrzebne są dwie osoby wprowadzające, z których jedna powinna legitymować się co najmniej 10-letnim stażem członkowskim. Osoba przyjmowana w poczet braci kurkowych odbywa roczny staż kandydacki, w trakcie którego jest bacznie obserwowana czy funkcjonuje w zgodzie z zasadami obowiązującymi w bractwie.

Oficjalnym strojem brackim jest kontusz, czyli strój polski. Jako ciekawostkę dodam, że w latach 30. minionego stulecia przygotowano projekt ustawy, dzięki której miał się on stać oficjalnym strojem polskiego korpusu dyplomatycznego. Plany te niestety pokrzyżowała wojna. Uważam, że bractwo ma do odegranie ważną rolę w Krakowie. Nie tylko ze względów historycznych. Stanowimy bowiem dzisiaj część żywej, sześciomilionowej europejskiej społeczności, zrzeszonej w Europejskiej Wspólnocie Strzelców Historycznych (EGS).

Rozmawiał: Janusz Michalczak